niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział VIII "Początek problemu" cz.1

          „Poczuła przeszywający ból w okolicach  mostka. Z impetem została odrzucona na równoległą ścianę. Zsunęła się na brudną podłogę. Z jej ust wydobyła się szkarłatna, ciepła ciecz, która powoli spływała z brody. Jej zaczerwienione oczy wyrażały wściekłość i determinację. Oparła się rękami o podłogę, próbując wstać, lecz zaraz z powrotem upadła, sycząc z bólu. Oprawca uśmiechnął się szyderczo, ukazując swoje śnieżnobiałe zębiska. Powoli szedł w jej kierunku, kumulując białą poświatę w prawej dłoni. Jego czarne oczy wesoło zabłysły. Lewą ręką złapał za jej włosy, podnosząc ją ku jego twarzy. Z jego gardła wydobył się niezrozumiały charkot. Rzucił ją na kolejną ścianę, robiąc w niej dziurę. Krzyknęła rozdzierająco. Z rozciętej rany na skroni krew popłynęła dwoma cienkimi strużkami. Była przerażona, nie wiedziała co zrobić. Złapał ją za gardło i przycisnął do ściany, dusząc ją. Instynktownie złapała go za nadgarstek, usiłując się ratować. On jedynie zaśmiał się złowieszczo, podnosząc prawą dłoń, w której mienił się srebrzysty poblask. Dotknął dłonią jej czoła. Ciszę przerwał przeraźliwy wrzask dziewczyny…”

         „Kiedy to się wreszcie skończy?” – pomyślał, ocierając krople potu z twarzy. Znów to samo. Te sny za niedługo wykończą do psychicznie. Dlaczego? Dlaczego on musi to przeżywać? Kusso! Wyjrzał przez okno w pociągu. Był już na zatłoczonym peronie w Magnolii. Magnolia… Jak on dawno tutaj nie był. Kilka miesięcy mniej więcej. Ale nie miał wyjścia. Postanowił sobie coś i zamierza to dotrzymać. Wstał z siedzenia i ściągnął z półki workopodobny plecak. Zarzucił sobie płaszcz na ramiona i założył kaptur, który całkowicie zasłonił jego głowę. Szybkim ruchem otworzył i wyjrzał na korytarz. Był pusty. Przeklął pod nosem, zaciskając pięści. Chwycił plecak i udał się w stronę wyjścia. Nie mógł JEJ zgubić. Nie tym razem.
- Może mi powiesz z łaski swojej, dlaczego to ja zawsze muszę wykonywać tą najgorszą robotę? – jęczał biedny brązowowłosy chłopak ze łzami w oczach, który został prywatnym tragarzem Drużyny Cienia (dziewczyn :P). Z ledwością potrafił chodzić z takim ładunkiem na plecach.                                                               
- Tak myślisz? – spytała z gniewem Shiren, która na barana nosiła słodko śpiącą Midori – Czy ty wiesz, ile ona waży?                                                                                                                              -Pewnie mniej niż te bagaże – mruknął Kashiro,     przyspieszając kroku -To gdzie idziemy?                       
- A jak sądzisz? -spytała uśmiechnięta Haruna. Jako jedyna nie musiała niczego taszczyć.                           
- Do gildii. Trzeba odstawić Midori-chan do mistrza w związku z jego wnukiem.
- Ano… rzeczywiście. Zapomniałem o tym - uśmiechnął się delikatnie. Wtem niebieskowłosa przystanęła i spojrzała za siebie. Miała dziwne przeczucia.                                                                               
- Shiren-san, wszystko dobrze? – Misaki spytała z troską w głosie.
- A nic, nic - odparła, idąc dalej - Miałam takie głupie uczucie, że ktoś nas obserwuje. Ale chyba jestem przewrażliwiona - zaśmiała się krótko.
Nie zauważyła wysokiej postaci, idącą za nimi od dłuższego czasu.

- Lucy! Lucy! – zawołał wesoło niebieski kotek, podlatując do blondynki.
- Hm? Happy? Coś się stało? - spytała, podnosząc swoją głowę ze stołu.
- Natsu potrzebuje twojej pomocy - powiedział cichutko, uśmiechając się nieznacznie.
- Natsu? – zdziwiła się. Nigdy o nią nic nie prosił, szczególnie od niej. - Gdzie on jest?
- Za gildią, lepiej idź tam jak najszybciej!
- Hai! Arigatou Happy. – uśmiechnęła się i wyszła z gildii.

         W tym samym czasie różowowłosy chłopak rąbał drewno… dłońmi, w ramach treningu. Pozbawiony górnej części ubioru stawiał na małym pniu kawałek drewna, po czym przecinał wierzchem dłoni na dwie połowy. Właśnie znów postawił kolejny pieniek i gdy chciał uderzyć, poczuł jak ktoś go obejmuje od tyłu. Zdziwiony odwrócił głowę i zobaczył tulącą się do niego dziewczynę.
- Lucy…
- Natsu, powariowałeś? - jej głos drżał, a w jej oczach mieniły się łzy – Co ty sobie wyobrażasz?
- Lucy, ale co się stało? - spytał, troszkę zagubiony.
- Co się stało? CO SIĘ STAŁO? – zdenerwowała się. Oderwała się od niego. Z jej oczu zaczęły płynąć łzy – Trenujesz tak zaciekle, że nie zauważyłeś, że poraniłeś sobie dłonie! I wiesz co? Skoro ty się tym nie przejmujesz, to ja muszę!
Stał osłupiały. Właśnie przez niego jego przyjaciółka płacze. Z jego powodu. Wzrok skierował na swoje dłonie. I rzeczywiście! Jego ręce były całe w czerwonej cieczy, a gdzie nie gdzie wystawały drzazgi.
- Pokaż no te ręce – rozkazała Heartfilia łapiąc je delikatnie w swoje dłonie. Obejrzała je z każdej strony, po czym zmusiła chłopaka do siadu na pniu. Odwróciła się i pobiegła do gildii. A on siedział zamyślony. Ona zawsze była dla niego miła, cieszył się, jak ona się śmiała i uśmiechała.
A teraz? Spowodował, że popłakała się. Dlaczego? Dlaczego on jest taki głupi? Nie zauważył, jak się rumieniła na jego widok przez długi czas. Dopóki Happy mu nie powiedział przypadkowo na ostatniej misji. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że… że jest dla niego kimś więcej niż koleżanką z drużyny. Nie przyjaciółką. Nie siostrą. Jest… jego życiem, radością, szczęściem… kochaniem…
Usłyszał tupot czyiś butów. Dziewczyna klękła przed nim, stawiając torbę z lekami obok. Wyciągnęła z niej pesetę, wzięła dłonie chłopaka i zaczęła wyciągać drzazgi. Czuła na sobie wzrok czarnookiego, przez co jej ruchy były nieporadne przez trzęsące się ręce. Gdy skończyła, wzięła wodę utlenioną i wacik. Polała go wodą i przyłożyła do ran. Syknął cicho zamykając oczy.
- Gomenne, Natsu – szepnęła cicho. Otworzył je ponownie, gdy bandażowała jego dłonie. Wyglądała na skupioną: precyzyjnie owijała biały opatrunek wokół nadgarstka i kciuka. To samo zrobiła z jago drugą dłonią.
Kiedy skończyła, chciała wstać, ale zablokowały ją dopiero co zabandażowane ręce różowowłosego. Spojrzała na uśmiechniętego od ucha do ucha chłopaka i zaczerwieniła się. Dotknął jej policzka, delikatnie głaszcząc go kciukiem. Jego ręka powędrowała za jej głowę, po czym przywarł wargami do jej czoła i nie puszczał przez dłuższy czas.
- Arigatou, Lucy – szepnął po chwili ciszy.

- Wróciliśmy! – wykrzyknął radośnie Kashiro, zrzucając z siebie balast. Wszyscy przywitali się z przybyłą grupką, unosząc kufle lub machając im ręką. Shiren podeszła do baru i usadowiła na krześle nadal śpiącą blondynkę.
- Ohayo, Shina-chan! – przywitała się Mirajane – I jak tam misja? Powiodła się?
- Owszem, ale mieliśmy dodatkowe zajęcie przez szanownego pana Rozrabiakę, który rozwalił pewną restaurację i musieliśmy pracować przez cały dzień w bardzo specyficznych wdziankach na koszt restauracji! – powiedziała na jednym tchu, próbując się uspokoić. Nadal była zła na Zamę.
- Oj, współczuję – odparła białowłosa z uśmiechem – A czy już wiecie coś na temat Midori-chan? – spytała wskazując na śpiącą dziewczynę.
- Tak, tyle że muszę pogadać o tym z Macarov’em.
- Rozumiem, mistrz powinien za niedługo przyjść. Poczekaj na razie. Podać ci coś przy okazji?
- Nie, dzięki – powiedziała lazurowooka, pozostawiając Midori w rękach Miry – Zaraz wracam, muszę coś sprawdzić – rzekła, po czym zniknęła za drzwiami gildii.
- O-Ok? – powiedziała zaskoczona barmanka.

         Niebieskowłosa biegła w stronę lasu zza gildią. Zapach znanej jej osoby ciągnął ją w tamtym kierunku. Nie pozwoli. Nie pozwoli mu! Tak bezczelnie pojawia się w tym rejonie. Ona mu zaraz pokaże. Udowodni, że nie jest tutaj mile widziany.
Dotarła do małego jeziorka w środku zagajnika. Zapach był dosłownie wszędzie. Wiedziała, że on tu jest.
-  Koniec zabawy, wyłaź i załatwimy to raz na zawsze! Tu i teraz! – krzyknęła, po czym w jej dłoni pojawiła się lodowa włócznia. Rzuciła ją w stronę pobliskiego drzewa. Coś szybko z niego zeskoczyło i uchroniło się przed zamrożeniem. Zrobiło salto i wylądowało naprzeciw Shiren.
- No, no! Kogo my tu mamy? Lodowy Smoczy Zabójca chce mi pokrzyżować plany… a może i nie? – uśmiechnął się, po czym ściągnął z głowy kaptur. Miała rację. To ON.
- Może i tak, a może nie, ale wiedz, że biorę odpowiedzialność za tę dziewczynę i nie pozwolę ci jej tknąć, Laxus – syknęła Shiren.
- Ty nic nie rozumiesz, prawda? – powiedział spokojnie – Staruszek ci nic nie powiedział, co?
- A co ty możesz o tym wiedzieć! – krzyknęła, zaciskając pięści – Jeśli chcesz się z nią spotkać, musisz najpierw mnie pokonać.
Jego uśmiech automatycznie się poszerzył.
- Skoro to są twoje warunki, niech tak będzie – rzekł po chwili. Jego ciało zostało objęte przez błyskawice, które się pojawiały i znikały.
Shiren stała wyprostowana, czekając na rozwój wydarzeń. Niebo zakryły ciężkie, burzowe chmury. Piorun je rozświetlił, dodając obecnemu momentowi zgrozy i tajemniczości.
Teraz nadszedł czas. Czas wielkiej walki. Co wygra : Lód czy Błyskawica?

 
         Kiedy niebieskowłosa opuściła gildię Kashiro siedział przy stole z opartą głową o blat. Był zmęczony ciągłym noszeniem ładunku dziewczyn. Co ona tam nosiły? Cegły z cementem? Bolał go każdy mięsień, w szczególności rąk i nóg. Położył głowę na boku i zamknął oczy. Miał ochotę znaleźć się w swoim pokoju, w swoim ukochanym, miękkim łóżku.
Już prawie przysypiał, gdy przed jego twarzą pojawiła się szklanka z jego ulubionym sokiem pomarańczowym. Niechętnie podniósł jedną powiekę i spojrzał w górę. Nad nim stała zmartwiona brązowowłosa dziewczyna. Z wysiłkiem podniósł ciężką głowę.
- Haruna? Coś się stało? – spytał zaspanym głosem.
- Wszystko w porządku? Nie wyglądasz za dobrze – odparła, siadając obok niego. A nie! Nic mi nie jest. Jestem po prostu zmęczony – rzekł, uśmiechając się lekko.
- Aha, rozumiem… Ka-chan … ( ups. Kolega mnie zabije za taką formę :P dop. Aut.)  - zacięła się Misaki, rumieniąc się – Jeśli c-chodzi o t-ten p-pocałunek… T-to j-ja p-przepraszam! – powiedziała szybko, odwracając głowę w przeciwnym kierunku. Chłopak podniósł jedną brew w akcie zdumienia.
- Eh, nie przejmuj się tym – powiedział, łapiąc ją za podbródek i zmuszając ją, by na niego spojrzała- Był to po prostu zwykły wypadek – wyszczerzył się, pokazując jej białe zęby.
- H-Hai! Zwykły wypadek… - nie mogła oderwać od niego wzroku. Jakaś nieznana siła pchała ją zawsze w jego ramiona. Kurde! Co jest z nią nie tak?
Dłoń Zamy powędrowała z jej brody ku górze, zatrzymując się na jej policzku. Nie zauważyli, jak powoli zbliżali swoje twarzy do siebie. Już prawie stykali się ustami, gdy nagle ktoś głośno kichnął i uderzył głową o drewniany stół. Odskoczyli od siebie oparzeni, szukając źródła zamieszania. Okazało się, że Midori się obudziła, nie chcący rozwalając bar.
- Aua! To bolało! – jęknęła pod nosem, masując obolałe czoło. – Gomen’nasai Mirajane! Nie chciałam naprawdę!
- Nic się nie stało, Midori-chan – uśmiechnęła się Mira – Każdemu się to zdarzy, a nasza gildia przeżyła wiele bójek.
- Dzięki, uspokoiłaś mnie – westchnęła z ulgą zielonooka, po czym zapytała – Gdzie jest Shiren?
- A wiesz, dopiero co wyszła – powiedziała barmanka – Chciała się spotkać z mistrzem, ale go nie ma .
- Aha, a wiesz może . . .
- Gomen, ale nie wiem gdzie się udała. Jeśli jednak się  pospieszysz powinnaś ją jeszcze złapać .
- Arigatou, Mira ! – zawołała radośnie idąc w stronę drzwi .
- Midori, chodź ze mną na minutkę do pokoju – do blondwłosej podeszła niespodziewanie Erza . –Mam coś dla ciebie. Może się przydać .
- Jakaś broń ? – spytała zaciekawiona.
- Nie, ale byłaś blisko. Chodź ! – złapała ją za rękę i w mgnieniu oka znalazły się w pokoju Midori (patrz. Poz. 2.) Scarlet szybko zamknęła drzwi i zasłoniła okna zasłonami. Troszkę to zdziwiło dziewczynę, ale też rozbawiło. Czerwonowłosa odwróciła się ku szafie i wyciągnęła (czyt. wyrzuciła na podłogę) sterty ubrań.
- Gdzie ona jest? – mamrotała pod nosem, przeglądając ciuchy – Daję głowę, że tu była! Moment… Jest! – krzyknęła Titania, trzymając coś w ręce. – Słuchaj Midori. Skoro od teraz jesteś jedną z nas, powinnaś wiedzieć, że my pomagamy sobie nawzajem. Nie tylko prywatnie, ale również w walce. Jesteśmy gotowi oddać życie za inną osobę. Rozumiesz to?
- Hai!
- Świetnie. Dostałaś już ode mnie broń, dzięki której możesz się bronić, ale musisz mieć zbroję. Dlatego ofiarowuję ci jedną z moich, którą i tak nie nosiłam – podała jej złożony materiał – Przymierz, czy pasuje.
Midori rozwinęła go i ujrzała piękną, długą suknię w barwie niebiesko-srebnej. Miała rozszerzone rękawy, odsłaniała ramiona i jedną nogę do połowy uda. Gdzie nie gdzie mieniła się jak gwiazdy na bezchmurnym niebie.
- To Zbroja Burzy – wyjaśniła jej Scarlet – Ten, kto ją nosi może zatrzymać, odbijać i przyzywać błyskawicę na trzydzieści sekund.
- Jest… Jest przepiękna – powiedziała cicho – Ja…
- Ubierz ją! – pognaliła ją brązowooka – Chcę wiedzieć, czy pasuje! – niemalże siłą ściągnęła z niej zieloną sukienkę, po czym ubrała ją w podarowaną tkaninę. Kiedy skończyła, przysunęła do dziewczyny wielkie lustro z białą obwódką.
Gdy Midori spojrzała w nie, ujrzała zgrabną, wysoką dziewczynę (168 cm, to już wysoka :P) o nieziemsko zielonych oczach, złotych włosach spięte w długi do ud warkocz i ubrana w „zbroję” wyglądała, jakby szła na bal. Sukienka idealnie podkreślała jej talię, szczupłą sylwetkę i „trochę” duży biust.
- Cudnie! – rzekła Erza z uśmiechem – Szczerze powiedziawszy, wyglądasz teraz jak księżniczka.
- Ja… nie wiem, co powiedzieć – szepnęła wzruszona blondynka.
- Najlepiej nic nie mów – powiedziała czerwonowłosa – Wystarczy, że…
W tej samej chwili ziemia zaczęła się trząść, nie za mocno, ale jednak. Po chwili dołączył trzask grzmotu i blask błyskawicy. Gdy trzęsienie minęło, zgasły wszystkie światła w mieście.
- Hej! Co jest? – krzyknął ktoś z dołu.
- A skąd mam to wiedzieć? – odezwał się inny głos.
Dziewczyny szybko zeszły na dół. W gildii już był mistrz, który energicznie rozmawiał z barmanką. Kiedy je zobaczył gestem ręki wezwał je do siebie.
- Mistrzu, co się stało? – spytała zatroskana Midori.
- On…- zaczął Macarov, marszcząc brwi – On wrócił.
Wszyscy zamilkli, nawet Natsu i Gray przestali się bić. Nastała głucha cisza. Nikt nie ważył się jej przerwać, jednak zielonooka nie wytrzymała:
- Kto wrócił? – spytała jakby nigdy nic. Nie otrzymała odpowiedzi – A tak w ogóle, gdzie Shiren? – po raz kolejny nikt się nie odezwał. Zdezorientowana szybko podeszła do okna. Niebo zostało zakryte przez deszczowe chmury, które się jeszcze nie zerwały, a co chwila błyskały jasne pioruny. Przeraziła się. Ona nadal nie wróciła!
- Do cholery! – krzyknęła zdenerwowana – Dlaczego mi nic nie powiecie? Macarov! – odwróciła się w kierunku mistrza, który popijał swoje ulubione piwo, siedząc na blacie baru (jak go naprawili? o.O).
- Ty mnie znasz, prawda? Od początku! Od mojego dzieciństwa! Prawda? Odpowiedz! – krzyczała coraz bardziej wściekła.
- Racja – odezwał się w końcu staruszek – Jednakże mam swoje powody, by ich ci nie wyjawiać. Między innymi dla twojego bezpieczeństwa.
- Bezpieczeństwa? – dziewczynę zatkało.
- Tak. To prawda, że znamy się dobre kilka lat. Wydoroślałaś, wypiękniałaś od naszego ostatniego spotkania. Teraz jesteś gotowa się z nim spotkać.
- Z nim? O kim ty mówisz?
- Dowiesz się, jeśli teraz pobiegniesz w las za naszą gildią. Tylko weź halabardę dla ochrony. Tam znajdziesz również Shiren. My do ciebie dołączymy trochę później.
- Ale…
- Idź już! – pognalił ją mistrz. Kiwnęła jedynie głową, zabrała swoją broń spod ściany i wybiegła z gildii. Na dworze zaczęło kropić. Musiała się spieszyć. Domyślała się, kogo tam mogła spotkać…

- Dziadku, nie możemy jej tam puścić samej! – krzyknął Natsu, podchodząc do baru – Nie wiemy, co on może jej zrobić. Może być dla niej niebezpieczeństwem!
- Nie musisz się o to martwić – uspokoił go mistrz – Nic jej nie zrobi. Zresztą… SAM go powiadomiłem, że jest w Fairy Tail.
- COOOO?! – zdziwili się wszyscy.
- Słuchajcie dzieci, to jest strasznie długa historia. Nie chce mi się wam teraz jej opowiadać. Na razie dajmy im trochę czasu na pogawędkę.

         Shiren oparła się rękami o podłoże. Wypluła krew.  Miała wiele ran, między innymi skręconą kostkę i rozcięte ramię. Laxus też nie wyglądał najlepiej. Miał podrapaną szyję i rozcięty bok, z którego obficie sączyła się szkarłatna, ciepła ciecz. Jednak to on miał przewagę. Uśmiechnął się złowieszczo.
- I co? – spytał, lekko dysząc – Pękasz?
- W życiu! – krzyknęła z uśmiechem. Wstała na równe nogi i pobiegła ku niemu.
- Kły Lodowego Smoka! – z jej dłoni wydobyły się sporych wielkości lodowe igły, które pomknęły w stronę przeciwnika. Szybkim ruchem ledwo ominął lecące pociski. A ona nadal atakowała i za każdym razem ją omijał. Ostatecznie zdenerwowała się. Wokół niej pojawiła się seledynowa poświata.
- Zapamiętaj to dobrze – powiedziała z demonicznym uśmiechem – Nigdy nie pozwolę ci się do niej zbliżyć! – wtem zawiał porywisty wiatr, a poblask zaczął przybierać wielką, dziwną formę. Cofnął się nie znacznie. Dopiero teraz mógł zobaczyć prawdziwą moc niebieskowłosej.
- Sekretna technika: Taniec ze smokiem! – krzyknęła, a za nią pojawił się gigantycznych rozmiarów smok. Zawył przeraźliwie, po czym wzbił się  powietrze. Teraz on zajmie się Dreyarem, gdy ona padła ze zmęczenia. Na jej twarz spadały krople deszczu, które obmywały jej czerwoną twarz, nie tylko z krwi, ale również ze zmęczenia. Słyszała, jak Laxus próbował unikać ataków jej magii, ale nie udawało mu się to.
Uderzył w pobliskie drzewo, łamiąc je w pół. Nie miał siły wstać. Nie potrafił. Widział, jak kreatura zbliżała się do niego wielkimi krokami. Chyba już nigdy JEJ nie zobaczy. A tak się starał. Cholera, Laxus! Podnieś się! Nie becz tutaj. Pokaż, że jesteś najsilniejszy. Ukaż swoją magię, ukaż swoją moc. Udowodnij, że jesteś godny JEJ spojrzeć w oczy.
Resztkami sił wstał na nogi. Jego spojrzenie wyrażało wściekłość i determinację. Może ostatni raz użyć magii, tylko musi dobrze wycelować. Albo… się najeść! Skierował rękę ku górze. I zaraz jego ciało przeszyła błyskawica. Poczuł nagły przypływ energii. Teraz na pewno załatwi tego lodowego typka.
- Sięgający Nieba Oszczep Smoka Piorunów! – zgromadził magię w obu dłoniach, po czym pojawiła się piorunowa włócznia, którą zaraz rzucił na smoka. Ten jedynie zawył przeraźliwie, po czym zniknął jako biały puch. Zobaczył wtedy ledwo stojącą wściekłą lazurowooką.
- Nie wiem, jak ci się to udało, ale nie poddam się! – krzyknęła.
- Ja też nie! – odkrzyknął. Znów miała się na niego rzucić, gdy nagle obok jej głowy  coś świsnęło i wbiło się przed nimi. Była to długa halabarda z czerwoną wstążką.
- Przestańcie natychmiast! – wtedy serce blondyna zadrżało. To ONA…
*
*
To moja najdłuższa notka, która (napisana piórem) zajęła 12 kartek, a normalnie 8 stron na kompie. Mam nadzieję, że ten rozdział troszkę ułaskawi mnie przed wami, ponieważ nie będzie rozdziału świątecznego :(
Przykro mi, ale obiecuję, że teraz wezmę się za mojego 1. bloga.
Buziaczki :*

3 komentarze:

  1. Świetne! Trzyma w napięciu, ale kurdee już myślałam, że w tej notce sie zobaczą^^ Trudno, wytrzymam do kolejnej (chyba:D)! Już nie mogę się doczekać co z tego wyjdzie huhu^^ Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Łaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa ~ !
    Bickslow : Ciiiichoooo...
    Ups, gomene :3
    *Szeptem* Kyaaaaaaa ~ ! Nareszcie się spotkają ~ ! No kurde i dobrze, bo ile można czekać ?! xD
    Rozdział cudny, trzymający w napięciu, i kurde aż mam nerwy, bo chcę zobaczyć, jak będzie wyglądać ich spotkanie xD
    Pisz szybko, czekam niecierpliwie ~ !
    Buziam ~ !
    ~Reneé

    OdpowiedzUsuń
  3. No kurde! Niech się już w końcu spotkają :D A w rozdział się wciągnięłam jak długi makaron z chińskiej zupki ^^. Czekam na cd i również trzymam za słowo że nie zapomnisz o twoim blogu nr 1 :)

    OdpowiedzUsuń